Niedzielny wieczór. Ona pichci obiad poniedziałkowy.
Ona: Żuber, na którą jutro idziesz do roboty?
On: Na czternastą.
Ona: To chyba zjesz obiad przed? (pytanie zaprawione "delikatną" sugestią, by słowo stało się ciałem)
On: Noo zjem.
Ona: OK, to jest gulasz. A do gulaszu kasza.
On (głos znad klawiatury, spośród klikania): Ehe
Ona: Patrz na mnie (wypowiedziane jak: "pacz na mnię"). Pokazuję i objaśniam. (otwiera lodówkę) Tu jest kasza, w białej misce, na kuchence jest gulasz. Możesz wrzucić na patelnię kaszę, odgrzać gulasz, na talerz jedno i drugie, albo na patelnię kaszę, dolać gulasz, podgrzać razem, albo połączyć na talerzu zimną kaszę i zimny gulasz i podgrzać w mikrofalówce.
On: Za dużo albo - co mam zrobić, raz a porządnie?
Ona (z delikatnym zrezygnowaniem): Wrzuć zimną kaszę i zimny gulasz na talerz i do mikrofalówki na 3 minuty.
On: OK, przekaz jasny, tak zrobię.